Dzisiaj jest sobota, 19 września 2026r., ostatnia aktualizacja strony odbyła się 6 maja 2012 r.
Lato tego roku nie rozpieszcza nas słońcem, częste burze oraz deszcze powodują iż nie można przewidzieć warunków atmosferycznych jakie czekają nas podczas urlopu. Mimo tak nieprzewidywalnej pogody wybraliśmy się na krótki odpoczynek w Tatry, licząc iż pogoda będzie po naszej stronie.
Wyjeżdżając na pięć dnia w góry nie stawialiśmy sobie celów jakie trzeba osiągnąć, miały one się ujawnić podczas działania. Drugiego dnia postanowiliśmy się troszkę rozruszać i zrobić mało wymagającą tresę. Wybór padł na następującą trasę: Dolina Kościeliska – Schronisko Ornak – Iwanicka Przełęcz – Starobociański Wierch – Kończysty Wierch – Trzydniowiański Wierch – Dolina Chochołowska – Droga pod Reglami. Wczesne wyjście na szlak (godz. 6:00) spowodowało iż mogliśmy się cieszyć górskim spokojem, aż do ostatniego etapu czyli Doliny Chochołowskiej. Tego dnia pogoda była dla nas przychylna, co więcej udało nam się na trasie spotkać w bliskiej odległości kozice górskie które można zobaczyć na zdjęciach zamieszczonych w galerii.

Napełnieni optymizmem, trzeciego dnia postanowiliśmy rozpocząć dobywanie sławnej Orlej Perci. Jako że mieliśmy tego dnia dużo do przejścia z Poronina wyjechaliśmy o 5 rano, z centrum Zakopanego wyruszyliśmy piechota o 5:30, udając się do Murowańca. Dojście do schroniska oraz śniadanie zajęło trochę czasu, dlatego Murowaniec opuściliśmy o godz. 7:45. Tego dnia przyjęliśmy założenie iż idziemy całą Orlą Perć, chyba że … Pierwszy postój na Zawracie wykorzystaliśmy na drugie śniadanie i krotki odpoczynek. Obserwacje pogody powodowały wątpliwości co do osiągnięcia założonego celu, zaczynała pojawiać się mgła. O Orlej Perci już dużo napisano i powiedziano, więc nie ma sensu dużo opisywać. Jedynie warto wspomnieć iż szlak jest emocjonujący i czasami niebezpieczny, a sławna drabinka na Zamarłej Turni nie jest taka zła jak głoszą legendy, jest kilka zdecydowanie gorszych miejsc. Przed Kozim Wierchem pogoda ewidentnie się pogorszyła, mgła i lekkie opady deszczu nie napawały optymizmem. Mimo tego udało się, jesteśmy Kozim Wierchu, siadamy, wyciągamy coś do picia i w tym momencie śnieżyca (jest 10 lipca roku Pańskiego 2009). Kanapek już nie zjedliśmy tylko szybko postanowiliśmy opuścić to miejsce. Śliskie skały powodowały iż szlak stał się niebezpieczny, w związku z zaistniałą sytuacją postanowiliśmy zejść Żlebem Kulczyńskiego, aby niepotrzebnie nie ryzykować zdrowia. Decyzja okazała się trafna ponieważ rozpadało się na dobre i docierając do Murowańca odczuwaliśmy już skutki opadów deszczu. W schronisku spotkaliśmy się Krzysiem i Wojem, który kolejnego dnia wyruszyli na Orlą Perć dochodząc do Granatów. Zejściem do Zakopanego zakończyliśmy większe wyjścia w gory.

Uczestnicy: Chudy, Mucha
Zdjęcia znajdują się w galerii