Dzisiaj jest sobota, 19 września 2026r., ostatnia aktualizacja strony odbyła się 6 maja 2012 r.
Nadszedł nowy 2008 rok, w związku z czym trzeba było zainaugurować sezon górskich wędrówek. Mimo iż Nowy Rok witaliśmy w górach (Żywiec), nie mieliśmy okazji odbyć pierwszej wędrówki, więc należało zmienić tą sytuację. Naszym pierwszym celem w roku 2008 był wyjazd do Zakopanego z którego zaplanowaliśmy dwie wyprawy.

Z Rydułtów ekipa w składzie: Sybilla, Kasia, Rafał (niżej zwany młody) i ja, wyruszyła do celu naszej podróży w środę wieczorem, po dniu pracy czy zajęć na uczelni, po drodze wstępując po zapracowanego Łysego. Jak wiadomo droga do Zakopanego wiedzie przez Kraków, niedopuszczalne jest aby przejeżdżać przez dawną stolicę polski i nie wstąpić na rynek. Mimo późnej pory odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc w Krakowie. Kraków nocą pożegnaliśmy wsiadając do samochodu i udając się w dalszą drogę do Zakopanego. Nadszedł czwartkowy poranek, wczesne wstawanie mimo późnego przyjazdu nie było problemem, gdy każdy pomyślał naszym dzisiejszym celu, czyli zdobyciu Koziego Wierchu. Wyprawę rozpoczęliśmy od Łysej Polany, na której dowiedzieliśmy się iż schronisko w Dolinie Pięciu Stawów jest zamknięte, ale mimo wszystko postanowiliśmy udać się na Kozi Wierch. Mijając Wodogrzmoty Mickiewicza, skierowaliśmy się do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. W pewnym momencie doszliśmy do miejsca gdzie nie było już widocznego szlaku. Trzeba było dojąć do schroniska „własną” drogą, mimo pewnych obaw (szedł z nami młody niedoświadczony w górach kolega), wyruszyliśmy w dalszą drogę zachowując ostrożność. Niezbędne okazało się założenie raków, oraz wyposażenie młodego w 2 czekany (Rafał miał dość tylko do schroniska i tam na nas zaczekać, z tego powodu nie miał sprzętu). Doszliśmy do remontowanego schroniska, gdzie byliśmy jedynymi turystami odwiedzającymi to miejsce w ostatnich dniach. Mili ludzie zrobili nam herbatkę, za co w tym miejscu chcemy podziękować. Zdobycie Koziego Wierchu z względu na panujące warunki i zagrożenie lawinowe zostało wykreślone z planów naszej wyprawy. Wracając postanowiliśmy przejść do Morskiego Oka, jednak po wejściu na Świstową Czubę okazało się że przejście jest zbyt niebezpieczne aby ryzykować i z ciężkim sercem musieliśmy dokonać odwrotu. Nie zdobycie Koziego Wierchu oraz zawrócenie z Świstowej Czuby pozostawiało niedosyt wzmagany w drodze powrotnej przez przejeżdżające obok nas cuchnące i pierdzące bryczki. Doświadczenia czwartku spowodowały iż w piątek postanowiliśmy że pójdziemy do Schroniska w Dolinie Chochołowskiej i tam zaplanujemy dalszą drogę. Dojście do schroniska okazało się wszystkim, fatalna aura w postaci padającego deszczu skutecznie zniechęciła nas do kontynuowania wyprawy. Sobota to już tylko dzień odwiedzin Krupówek i długiego, żmudnego powrotu do domu.
Zdjęcia znajdują się w galerii